Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Chrześcijaństwo od-do

Michał Misztal /Jezus.com.pl

 

Jezu tylko Ty jesteś moim Panem! Jesteś moim jedynym Zbawicielem! Kocham Cię ponad wszystko! Nic nie jest dla mnie tak ważne jak Ty!

 

Modlimy się i wiele się nie zmienia. Prosimy i nie otrzymujemy. Spotykamy się z Bogiem - Stwórcą, Władcą, Uosobioną Miłością i Potęgą - i zostajemy tacy sami... Dlaczego tak jest? Dlaczego nasze spotkania z Bogiem nie powodują w nas konkretnych zmian? Dlaczego moc Boża nie przemienia nas na tyle, żeby było po nas widać, że należymy do Boga?!

 

W moim odczuciu problem leży m.in. w tym, że wielu z nas stało się chrześcijanami, nazwę to: "od-do". Przychodzimy z zagonienia spotkać się z naszym Panem (co piękne i chwalebne!!), klękamy - zaczynamy... kończymy - wstajemy i... odchodzimy. Daliśmy określony czas dla Niego, bo przecież jesteśmy tacy pobożni (oczywiście trochę ironizuję w tym momencie) i tyle! Wracamy do swoich codziennych zajęć. Do kłótni, do obmowy, do szukania własnej chwały, do "zajmowania pierwszych miejsc na ucztach". Do wszystkich tych grzesznych (bardziej lub mniej) przyzwyczajeń, które nie świadczą o nas jako o prawdziwych świętych Boga. A Bóg nie chce być z nami tylko w pewnych okresach dnia czy tygodnia. Bóg chce być z nami nie tylko podczas pięknych pobożnych modlitw w kościele. Nie tylko podczas wspaniałych nabożeństw. Nie tylko w uniesieniach podczas modlitwy w samotności.  Bóg chce w nas zamieszkać! Jezus w Ewangelii św. Jana mówi "Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego i mieszkanie u niego uczynimy" (J 14, 23). Bóg chce mieszkać w człowieku. Jeśli jeszcze ktoś nie potrafi dojrzeć nieprawdopodobności tej prawdy to powiem inaczej: to tak jakby słońce zamknąć w mikrofalówce! Ktoś może powiedzieć "głupie porównanie". Może, ale wierzę, że w miarę precyzyjnie ukazujące wielkość Boga i małość człowieka. Bóg chce tego dokonać. Bóg, Najcudowniejsza Istota we wszechświecie chce mieszkać w człowieku i chce tego na stałe! Nie tylko od początku do końca modlitwy, nabożeństwa, czy Mszy świętej.

 

W czym więc problem? Problem - jak zwykle zresztą - jest w nas (tak to już jakoś jest w relacji między Bogiem, a nami, że to zawsze my nawalamy, a Bóg, jako że jest doskonały - nie). Jeśli więc problem jest w nas, to gdzie go szukać? Co zrobić, żeby kategoria "od-do" zniknęła jako komentarz do jakości naszego chrześcijaństwa? Jezus sam daje nam odpowiedź! Mówi to w słowach "Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę (...)" Dwoma kluczowymi słowami są "miłuje" i "zachowywał". Często wielu z nas zastanawia się co to znaczy kochać Boga, jak się to robi? Odpowiedź jest bardzo prosta: kochanie Boga to przestrzeganie Jego przykazań! W słowach Jezusa ważniejszym więc zdaje się być codzienne życie niż piękne modlitwy, bo zapytany o najważniejsze przykazanie, Jezus odpowiada: Miłość! Bóg więc będzie mieszkał w nas wtedy, kiedy będziemy, jako pierwszą kategorią, kierowali się miłością (a nie długością naszych modlitw, czy wielością darów Ducha Świętego)!

 

Kolejny element, którego nie można ominąć, kryje się w słowach "(...) Ojciec mój umiłuje Go i przyjdziemy do niego i mieszkanie u niego uczynimy". Prawdziwe zjednoczenie z Bogiem nie przychodzi przez nasze starania. Nie przychodzi przez nasze dobre uczynki. Prawdziwe zjednoczenie z Bogiem przychodzi przez Jego Miłość do nas! Nie można sobie na tę miłość zasłużyć, nie można jej roszczeniowo od Boga zażądać, można natomiast przyjąć ją i według niej żyć. Wtedy dobre uczynki przestaną być "kupowaniem sobie" miłości Pana Boga, a zaczną być wypełnianiem Jego woli i uwielbieniem Go płynącym nie tylko z naszych ust czy gestów, ale z głębi naszego serca! Kiedy Bóg umiłuje nas, wtedy przyjdzie do nas i "uczyni w nas mieszkanie". Tego mieszkania nie przygotowujemy Mu my! Często w rozmowach z ludźmi słyszałem "ja muszę sobie najpierw sam poradzić ze swoim problemem, wtedy dopiero pójdę do Pana Boga". NIE MA WIĘKSZEGO BŁĘDU!! To Bóg sam w naszym wnętrzu ma sobie urządzić mieszkanie! My mamy Mu tylko na to pozwolić! Pozwolić żeby stopniowo, często bez pośpiechu (żebyśmy szybkich efektów nie przypisywali samym sobie), po trosze zmieniał nas, zmieniał nasze przyzwyczajenia, ucinał naszą łączność z grzechem...

 

Podsumowując wszystko w kilku słowach. Żeby przestać być chrześcijaninem "od-do" należy dopuścić Boga do komnat naszej codzienności! A nie zatrzymać Go w przedsionku odwiedzając Go od czasu do czasu! Dopuszczenie Boga do tych komnat to szczera modlitwa, rozmowa z Nim o różnych i w różnych sytuacjach życiowych, kontakt z Nim podczas normalności dnia. Ja często wypominam Mu na przykład (co nie jest dla mnie oczywiście chwalebne!) stanie w korkach i czerwone światła na drodze kiedy się gdzieś spieszę. Jeśli swoją frustrację (z powodu czerwonego światła na drodze!) zatrzymam w sobie, to nie mam co wieczorem stawać przed Bogiem i mówić, że wszystko było cudownie i dziękuję Mu za wspaniały dzień! Bóg chce mieć dostęp do nas, tzn. do nas takich jakimi jesteśmy, do prawdziwych myśli, wydarzeń i sytuacji naszego życia. Wtedy może coś z nami zrobić. Może zacząć urządzać sobie w nas swoje małe M1. Kiedy zaczniemy do Niego przychodzić z tym co naprawdę się w nas kryje, a do tego będziemy swoją wypowiedzianą w słowach miłość do Boga potwierdzać również życiem, przestaniemy być chrześcijanami "od-do". Bo Bóg przestanie być tylko przystankiem na drodze naszych codziennych czynności i obowiązków. Św. Jan stał pod krzyżem w ostatniej godzinie ziemskiego życia Jezusa, ale wczęniej bez namysłu prosił też Go, ze swoim bratem Jakubem, żeby dał im dwa pierwsze miejsca w swoim Królestwie! Z jednej strony można by zganić pazernych braci za to, że chcieli być ważniejszymi od reszty uczniów, ale z drugiej, mieli konkretne pragnienie, prośbę i przyszli z tym do Jezusa! Czy można ich za to winić?! Jak zresztą wiemy, sam Jezus nie nakrzyczał na nich mówiąc "Wy niedobrzy zachłanni władzy, pyszni uczniowie... !", ale spokojnie wytłumaczył im "...nie tak będzie między wami, ale jeśli kto chciałby się stać wielkim, niech będzie sługą waszym" (Mk 10, 43).

 

Zaprośmy i oprowadźmy Boga po naszej okolicy (czy dzielnicy, jak kto woli) i nie oprowadzajmy Go tylko tam, gdzie ładnie pachnie, a trawa jest pomalowana na zielono. Pokażmy Mu również te miejsca, w których On mógłby sam zrobić porządek! Przestańmy być chrześcijanami "od-do", zacznijmy być domami zamieszkiwanymi przez Stwórcę Wszechświata: Boga Ojca, Syna i Ducha!