


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam. Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: Oddaj, coś winien! Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą? I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu. Gdy Jezus dokończył tych mów, opuścił Galileę i przeniósł się w granice Judei za Jordan” (Mt 18,21-19,1)
Pamiętam jak długo i boleśnie przeżywałem decyzję liderki mojej dawnej wspólnoty, która, opatrznie zrozumiawszy jedną z moich decyzji, odsunęła mnie pewnego dnia od wszelkich odpowiedzialności w naszej małej grupie parafialnej, „degradując” mnie jednocześnie do roli jej szeregowego członka. Wiem jak długo nosiłem w sobie bunt i zgorzknienie wynikające z takiego trybu postępowania. Nie czułem się winny, ponieważ po pierwsze nie miałem wówczas żadnych złych intencji wobec liderki i wspólnoty, a po drugie moje postępowanie, według mojej opinii, było w tamtym czasie i okolicznościach jak najbardziej uzasadnione. Co gorsza, liderka odbierając mi wtedy wszelkie odpowiedzialności i stosując taką „karę”, nie chciała się nawet zapoznać z moimi wyjaśnieniami dotyczącymi zaistniałej sytuacji.
W takich okolicznościach moje poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, bardzo szybko przerodziło się w bunt i nieprzebaczenie, prowadzące do mniej czy bardziej otwartej wojny. I chociaż, na szczęście, to przykre doświadczenie mam już za sobą, jednak, mimo podjętej wiele lat temu świadomej decyzji o przebaczeniu i pojednaniu, pamięć wydarzeń sprzed prawie 20 lat, nie zawsze pozwala mi na swobodny i szczery dialog z „winowajczynią”.
Jednocześnie, przypominając sobie to doświadczenie, próbuję „zliczyć” ile razy w czasie tych ostatnich, 20 lat, byłem... w spowiedzi. Nie umiem tego określić z całą pewnością, ale wydaje mi się, że moich spotkań z Bogiem na modlitwie, u kratek konfesjonału, było co najmniej kilka setek. W czasie tych spotkań ani razu nie zdarzyło mi się, abym odchodził z tego miejsca bez słów przebaczenia i udzielenia mi przez Boga nowej łaski w odnowie mojego życia duchowego.
Co więcej, gdybym miał porównywać moje grzechy z sytuacją, którą opisałem na wstępie dzisiejszego rozważania, okazałoby się, że mój czasowy konflikt we wspólnocie, był tylko nic nie znaczącym epizodem. Przecież oprócz trudu podjęcia decyzji o przebaczeniu i pojednaniu, opisana sytuacja nie wymagała on ode mnie prawie żadnych innych działań i wysiłków.
Na pewno nie można tego porównać z sytuacją w jakiej Jezus Chrystus - Syn Boży przyszedł na ziemię. On, całkowicie bezgrzeszny, wziął na swoje barki ciężar grzechów wszystkich ludzi i, aby pojednać ich z Bogiem, poniósł śmierć na drzewie krzyża.
Skoro zaś Bóg zdecydował się na taki dramatyczny krok, aby ludzkość mogła doświadczyć wolności od panowania grzechu i śmierci, czymże jest taki czy inny problem wciąż utrzymujący bariery podziału i wrogości między niektórymi ludźmi.
Najwyższy czas zrobić z tym porządek (również w naszym życiu)...