


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim? On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie. Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych” (Mt 18,1-5.10.12-14)
Myślę, że aby lepiej zrozumieć dzisiejszy fragment Ewangelii, dobrze jest sięgnąć do szerszego kontekstu, który być może sprawił, że uczniowie zdecydowali się zapytać Jezusa o to, kto jest największy w królestwie niebieskim.
Wystarczy bowiem otworzyć Biblię, aby przekonać się, że zaledwie kilka dni wcześniej, przed wydarzeniami opisanymi w dzisiejszej Ewangelii, Piotr, Jakub i Jan mieli przywilej uczestnictwa w niesłychanym wydarzeniu - Przemienieniu Jezusa, w czasie którego oglądali również Mojżesza i Eliasza.
Niedługo po tym wydarzeniu Apostołowie mieli okazję widzieć w jak zdecydowany sposób Jezus rozprawił się ze złym duchem, który powodował epilepsję u młodego człowieka, targając nim i wrzucając do ognia lub wody. Co gorsza, usłyszeli też pewną reprymendę Mistrza, który zarzucił im zbyt małą wiarę.
Kiedy uczniowie wraz ze swoim Mistrzem udali się do Kafarnaum, Jezus został poproszony o wpłacenie dwudrachmy (czyli określonej daniny na potrzeby świątyni jerozolimskiej). Jak czytamy w Ewangelii wg św. Mateusza (rozdział 17, wersety 24-27). Ta okoliczność została wykorzystana przez Jezusa do przypomnienia Piotrowi (ale też wszystkim czytelnikom Słowa Bożego), o bardzo ważnej rzeczywistości: w świetle nauki Mistrza z Nazaretu możemy mieć pewność, że nie jesteśmy już obcymi i przychodniami, ale jesteśmy współobywatelami świętych i domownikami Boga (por. Ef 2,19), a przede wszystkim jesteśmy dziećmi i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa (por. Rz 8,17).
Po serii opisanych wyżej wydarzeń, w których Jezus objawił swoją szczególną moc, podczas których napominał i korygował myślenie uczniów, przypominając im o ich przywilejach w Królestwie Bożym, być może, niejako w naturalny sposób musiało zrodzić się pytanie o to, kto jest największy w tym królestwie. Czy są to Mojżesz i Eliasz widziani na Górze Przemieniania? A może Piotr, Jakub i Jan, którzy mieli przywilej uczestnictwa w tym wydarzeniu? A może właśnie nie uczniowie (skoro z powodu małej wiary nie umieli oni sobie poradzić ze złym duchem)?
Jezus w sposób bardzo prosty i obrazowy pokazuje „mentalność” Boga. Stawiając przed uczniami niewinne dziecko, nasz Mistrz przypomina, że Ojciec niebieski nie patrzy na nikogo z ludzi przez pryzmat ich zasług. Nie ogranicza dostępu do siebie w zależności od poziomu wykształcenia teologicznego czy osiągnięć naukowych.
Przypomina, że być może właśnie dzięki temu, że dzieci z powodu swojej prostoty i ufności nie „kombinują” i nie zmagają się z problemem pychy i jego konsekwencjami... ich aniołowie w niebie mogą wpatrywać się w oblicze Boga.
Zastanawiam się, co w tym czasie robią nasi aniołowie? Czy przypadkiem, zamiast wpatrywać się w oblicze Boga, nie muszą z zatroskaniem pochylać się nad ziemią i szukać na niej nas błądzących i gubiących się w mrokach grzechu i dramatycznie wołających o wybawienie z tarapatów, w które sami popadliśmy?...
Może więc tym bardziej, warto się zastanowić, co to znaczy „stać się jak dzieci”?