


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Posłuchajcie co znaczy przypowieść o siewcy. Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny” (Mt 13,18-23)
Myślę sobie, że wszystkie okoliczności wymienione przez Jezusa w wyjaśnieniu przypowieści o siewcy możemy bardzo dobrze zaobserwować we współczesnym świecie. Być może nawet dzisiaj, jak nigdy wcześniej, Szatan próbuje coraz bardziej wyrafinowanych strategii ataku na różnych ludzi. Jednych potrafi omamić tak, aby nie rozumieli Słowa, innych tak, aby jak najszybciej wykorzenić z ich serc zasiane w nich Słowo (chociażby poprzez troski doczesne czy ułudę bogactwa).
W kontekście przytoczonego powyżej fragmentu ewangelicznego przypomina mi się jednak obraz - wizja, którą podzielił się pewien brat w czasie jednego z naszych ostatnich spotkań modlitewnych. Mimo, że obraz nie był związany bezpośrednio z zasiewem ziarna, można powiedzieć, że był w pewien sposób kontynuacją procesu przygotowania żywności.
Brat, który dzielił się z nami swoją wizją, mówił o tym, w jaki sposób Bóg przygotowuje chleb dla zgłodniałych ludzi. Przecież oprócz pracy rolnika, który sieje, pielęgnuje i zbiera, w procesie przygotowania pożywienia uczestniczy młynarz, który odbiera ziarno i miele je na mąkę, później piekarz, który z tej mąki piecze chleb, wreszcie sprzedawca, od którego chleb trafia do konsumenta.
Nasz przyjaciel zwrócił jednak szczególną uwagę na pracę młynarza. Wbrew pozorom jest ona bardzo podobna do rzeczywistości przedstawionej w dzisiejszym fragmencie ewangelicznym. Młynarz bowiem (podobnie jak słuchacz słowa) koniecznie musi odebrać ziarno (Słowo), jeśli chce przerobić je na mąkę niezbędną do wypieku chleba.
Zdaniem naszego brata, który dzielił się swoją wizją, we współczesnych czasach wielu ludzi jest chyba powołanych do nowej funkcji: duchowego młynarstwa. Polega ono na przyjmowaniu ziarna słowa Bożego i przetwarzaniu go w taki sposób, aby z powstały z niego chleb mógł nakarmić zgłodniałych ludzi. W świetle takiej wizji ludzie ci są szczególnie odpowiedzialni nie tylko za zbieranie ziarna (czyli wytrwałe wsłuchiwanie się w Słowo Boże) ale także takie jego „przetworzenie”, aby rzeczywiście stawało się ono przyswajalnym pokarmem dla wielu.
I choć ta wizja jest dużym uproszczeniem (być może nawet niezrozumiałym dla postronnego czytelnika, ponieważ skierowanym do określonej grupy ludzi), ma jednak w sobie pewne elementy prawdy.
Przypomina o tym sam Jezus, który rozpoczynając wyjaśnienie przypowieści o siewcy, prosi swoich uczniów: „posłuchajcie co ona znaczy”. Być może więc dzisiaj trzeba rzeczywiście coraz więcej takich duchowych młynarzy, którzy będą szczególnie wyczuleni na odbiór Słowa Bożego i przetwarzanie go na konkretne sytuacje i okoliczności. Tacy młynarze muszą pokazać współczesnemu człowiekowi, że Słowo Boże nie jest jakąś abstrakcyjną rzeczywistością, nie przystającą do współczesnego świata. To Słowo jest bardzo praktyczne i konkretne, mające moc zmiany wielu sytuacji życiowych. To Słowo może jedynie czasami wyglądać niezrozumiale, ale dzięki mocy Ducha Świętego jest zawsze skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca (por. Hbr 4,12).
Być może Ty i ja, jesteśmy powołani do tego, aby oferować innym „przetworzone” (czyli dostosowane do ich sytuacji) Słowo Boże, które stanie się dla wielu źródłem zwycięstwa.