Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

(Nie) przynosi owocu?

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja /będę trwał/ w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - o ile nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami” (J 15,1-8)

 

W ubiegłym tygodniu zostałem wezwany do Biskupiego Sądu Metropolitalnego jako świadek w sprawie ewentualnego orzeczenia nieważności małżeństwa moich znajomych. Przed ponad godzinę odpowiadałem na różne pytania zadawane mi przez księdza - sędziego, które, niestety, wydobywały na światło dzienne dość ponury obraz życia małżeńskiego i rodzinnego w związku Wojtka i Gosi*.

 

Niestety, odkąd poznałem to małżeństwo, na prawie każdym kroku mogłem obserwować z jak wielką niechęcią podchodzą oni do odpowiedzialności za siebie i dzieci. Powiedziałbym nawet, że zarówno Wojtek jak i Gosia, dążyli jedynie do zaspokojenia własnych potrzeb i oczekiwań oraz ułożenia sobie życia „po swojemu”. Dlatego też zapewne. prawie każda ich rozmowa kończyła się kłótnią (w tym nawet, w niektórych przypadkach, przemocą fizyczną i interwencją policji), a dzieci wychowywane w takim, „toksycznym” związku, miały zupełnie pokręcony świat wartości i nie okazywały szacunku ani dla ojca, ani dla matki.

 

Wydaje mi się, jednak, że nie była to wina samych małżonków. Cały świat dookoła nich podpowiadał im bowiem, aby starali się walczyć o własne „szczęście”. Przecież żona powinna mieć możliwość dowartościowania siebie, nawet jeśli wiąże się to z „uprawieniem” seksu z różnymi mężczyznami. Przecież mąż miał prawo domagać się współżycia codziennie (a nawet kilka razy w ciągu dnia), bez względu na okoliczności, czy zmęczenie żony. A dialog małżeński, poszanowanie potrzeb drugiej strony, ponoszenie jakichkolwiek ofiar dla dobra związku, to jedynie przeszkody na drodze do „prawdziwego szczęścia”...

 

Tymczasem (chociażby na przykładzie Wojtka i Gosi), okazuje się, że życie w takiej mentalności, wcześniej czy później, coraz bardziej oddala małżonków od wizji szczęścia i samospełnienia, jaką zakładali. Wręcz przeciwnie: taki związek staje się doświadczeniem trudnym, przykrym i wyczerpującym, rodzącym jedynie zgorzknienie i ból.

 

Być może dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że ludzie starając się żyć po swojemu, zaprzeczają jednocześnie Bożemu prawu i, de facto, odrzucają trwanie w prawdziwym winnym krzewie - Jezusie Chrystusie. Znajdując się w takiej sytuacji obumierają duchowo i z każdym dniem coraz bardziej potrafią pokomplikować sobie życiorysy.

 

Tacy ludzie nie przynoszą żadnego trwałego owocu (albo przynoszą tylko zgorszenie i grzech). I, mimo całej troskliwości Ojca niebieskiego i Jego nieskończonej miłości, muszą być w końcu odcięci od życiodajnej latorośli.

 

I chociaż wydawać się może, że takie postępowanie jest sprzeczne z pojęciem miłości Bożej skierowanej do każdego człowieka, jednak, w niektórych przypadkach jest konieczne: zarówno ze względu na samego grzesznika jak i ze względu na dobro innych, „wiernych” gałązek, które również dzięki takiemu zabiegowi „oczyszczenia” mogą jeszcze bardziej rozkwitać i przynosić owoc.

 

W świetle dzisiejszego słowa Bożego okazuje się również, że prawdziwe szczęście nie polega na realizowaniu jedynie swoich zachcianek i marzeń. Potwierdza to święty Paweł, który w dzisiejszym pierwszym czytaniu przypomina: „Tymczasem ja dla Prawa umarłem przez Prawo, aby żyć dla Boga: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,19-20)

 

Patrząc na postawę życiową moich znajomych - Wojtka i Gosi, którzy ze wszystkich sił dążyli do „szczęścia” i porównując ich z Apostołem Narodów, który „razem z Chrystusem przybity do krzyża i żył już nie dla siebie, ale dla Boga, nie jestem zaskoczony, że to właśnie życie świętego Pawła przyniosło nie tylko lepszy, ale i stokroć bardziej obfity owoc, trwający w dodatku na wieki…

 

* Imiona zmienione