


Adam Dylus /Jezus.com.pl
Ja zaś dzięki obfitej Twej łasce,
wejdę do Twojego domu,
upadnę przed świętym przybytkiem Twoim
przejęty Twoją bojaźnią.
O Panie, prowadź mnie w swej sprawiedliwości,
na przekór mym wrogom: wyrównaj przede mną Twoją drogę!
Bo w ustach ich nie ma szczerości, ich serce knuje zasadzki,
ich gardło jest grobem otwartym, a językiem mówią pochlebstwa.
Ukarz ich, Boże, niech staną się ofiarą własnych knowań;
wygnaj ich z powodu licznych ich zbrodni,
buntują się bowiem przeciwko Tobie.
A wszyscy, którzy się do Ciebie uciekają,
niech się cieszą, niech się weselą na zawsze!
Osłaniaj ich, niech cieszą się Tobą, ci, którzy imię Twe miłują.
Bo Ty, Panie, będziesz błogosławił sprawiedliwemu:
otoczysz go łaską jak tarczą.
(Psalm 5,8-13)
Ostatnio odwiedził mnie mój znajomy. Muszę przyznać, że dawno nie widziałem go w takim stanie. Był wręcz załamany. W ważnej dla niego sprawie ośmielił się stawić czoło urzędniczej bezduszności, w dodatku, jak twierdził, mającej podwójne (nieczyste) podłoże oplecione intrygami i knowaniami różnych osób i instytucji ukrywających przed nim wiele istotnych faktów, albo interpretujących je po swojemu.
Taka sytuacja rzeczywiście może załamać każdego człowieka. Przypominam sobie, że i w moim życiu zaistniało sporo takich wydarzeń i okoliczności, o które o mało nie rozbiłem sobie głowy.
W takiej sytuacji niejako ożywczym tchnieniem i radością stają się kolejne słowa Psalmu 5 (wersety 8-13). Przypominają one o tym, że najlepsza ucieczka i najdoskonalsza ochrona nie jest gwarantowana przez kancelarie adwokackie czy firmy asekuracyjne. O ile bowiem z racji zmian prawa albo czysto ludzkiej niedoskonałości wiele razy stają one w obliczu spraw przerastających ich możliwości o tyle... nigdy nie zdarza się to Bogu. On bowiem zawsze osłania wszystkich, którzy się do Niego uciekają. On błogosławi sprawiedliwemu. Co więcej, jeśli nawet sytuacje w jakich się znajdujemy przekraczają nasze możliwości i siły - Jego łaska jest jeszcze większa i potężniejsza - zawsze przeobfita.
Dzięki tej łasce, (która jest jak tarcza), dzięki Jego prowadzeniu, zamiast tkwić w oku cyklonu różnych problemów i słaniać się po kolejnych ciosach zadanych przez Przeciwnika na ringu życia, my możemy... wejść do Bożego domu i rozradować się Jego obecnością.
Dzieje się tak być może dlatego, że dewizą naszego Ojca jest chyba słowo: SZALOM - przerastające nie tylko możliwości przetłumaczenia go na język polski ale również ogarnięcia przez człowieka zamkniętego jeszcze w wymiarze doczesnej rzeczywistości.
A jednak to doświadczenie „SZALOM”, mimo, że przychodzi do nas z wyższego, Bożego „wymiaru”, dotyka nas właśnie „tu i teraz”, skutecznie przemieniając nasze życie tak, aby nie koncentrowało się ono na słabościach i porażkach ale opierało na niezmiennym i niezachwianym fundamencie Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Ta rzeczywistość jest jak najbardziej prawdziwa i „dotykalna”. Doświadczyłem jej nie raz. Być może to, że piszę te słowa jest jednym z dowodów tej tezy...