


Aleksandra Pietryga /Jezus.com.pl
Pan rzekł do Abrama: «Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi». Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał. (Rdz 12,1-4a)
Abraham miał w życiu szczęście. Dobre zdrowie; kochająca, wierna żona; duży majątek. Dopełnieniem tej pomyślności byłoby na pewno dziecko, ale jak wiadomo w życiu nigdy nie jest idealnie i Abraham zdawał się być z tym pogodzony. Żył sobie spokojnie w swoim Charanie u boku żony, otoczony służbą i przyjaciółmi. Zapewne oczekiwał, że w tej błogości przyjdzie mu się zestarzeć i nie tęsknił za nadmiernymi wstrząsami. Nie wiedział, że Pan Bóg ma co do niego nieco inne plany. Oto nagle nakazuje mu opuścić wszystko, co posiada, zna i kocha. W zamian czeka go tułaczka, nieznany los i mgliste obietnice przyszłej świetności. Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym jak mógł czuć się Abraham, kiedy na progu swojej starości otrzymał od Boga polecenia zostawienia wszystkiego i udania się w nieznane? Delikatnie mówiąc: pełen wątpliwości. Zapewne wiele osób, z otoczenia Abrahama przekonywało go, by nie wyruszał w drogę, by pozostał przy tym, co swojskie, co bezpieczne. Dokonuje się ogromny przewrót w życiu Abrahama, gdy jednak decyduje się podjąć Boże wezwanie.
Czy Abraham był naiwny? Na pewno nie. Był człowiekiem starszym i doświadczonym; w wieku, w którym rzeczywistość przeżywana jest już bardziej trzeźwo, mniej emocjonalnie. O wiele mniejszą ochotę wykazuje się również do przeżywania przygód. Za to jaśniej i wyraźniej dostrzega się to, co jest prawdziwą wartością. Abraham za taką uznał przyjaźń z Bogiem, relację opartą na zaufaniu i posłuszeństwie.
Abraham postanowił uwierzyć Bogu. Bo wiara nie jest uczuciem, nie jest stanem emocjonalnym. Jest wyborem, którego trzeba dokonywać wciąż na nowo. Wybieram, że chcę dziś wierzyć Bogu, choć moje lęki, bóle i życiowe trudności mówią mi coś zupełnie innego, choć mnie do tej wiary nie zachęcają. Abraham czuł się zapewne dokładnie tak samo. Kto z młodych ludzi zrozumie co to znaczy w wieku siedemdziesięciu pięciu lat swoją ziemię rodzinną, dom swego ojca, całe swoje życie i udać się nie wiadomo gdzie - Bóg mówi: Do kraju, który ci dopiero ukażę. Przecież i zdrowie już nie takie i sił o wiele mniej niż kiedyś. Wiara jest decyzją. Często nie towarzyszą jej wzniosłe uczucia, mistyczne przeżycia - jest suchym i twardym wyborem. Tak się Bogu podoba.
Czy my wierzymy Bogu? Nie w Boga - to zdecydowanie za mało. Wiara Abrahama nie wynikała z tradycji, z wyuczonych twierdzeń i regułek na temat Boga. Ona była żywa, wypływała z relacji, doświadczenia Boga, na które Abraham był otwarty. Czy wierzymy Bogu? Nasza wędrówka do Królestwa Bożego jest analogiczna do tułaczki Abrahama. Opuszczamy to, co znane, przyjemne, ciepłe: nasze przyzwyczajenia, nałogi, grzechy. Podejmujemy codziennie trud drogi i tak naprawdę nie wiemy dokąd nas ona zaprowadzi. Obietnice, które daje nam Bóg; wiecznego szczęścia, życia w Jego chwale, są równie przymglone, jak te które dane były Abrahamowi. Świat przekonuje nas do swoich hedonistycznych racji, do tego, by pozostać przy tym, co jest znane i przyjemne, co nie wymaga od nas trudu, nie sprawia problemów. Wiara w to, że jednak na końcu tej drogi rzeczywiście jest Dom Ojca, to codzienne zmaganie się z własnym lękiem, poczuciem beznadziei i zmęczeniem, to wciąż na nowo podejmowana decyzja, by iść w kierunku, który wskazuje Pan. Ale ta wiara nie jest do końca ślepa. Opiera się na Prawdzie, którą jest Boże Słowo, na doświadczeniu żywej relacji z Bogiem, na przeżyciach osób, które uwierzyły, takich jak Abraham, dla których pełne zawierzenie Bogu sfinalizowane zostało wypełnieniem Bożych obietnic i obfitym błogosławieństwem. Warto oprzeć na tej historii nadzieję na to, że choć nasz ostateczny cel i kierunek, w którym zdążamy nie jest do końca nam znany, to przecież Pan zna go doskonale i zawsze wypełnia swoje przyrzeczenia.