


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają. Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada. żona brata jego, Filipa. Jan bowiem upomniał go: Nie wolno ci jej trzymać. Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka. Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę: Daj mi - rzekła - tu na misie głowę Jana Chrzciciela! Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc [kata] i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce. Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi” (Mt 14,1-12)
Dzisiejsze czytania biblijne pokazują nam, że w każdej sytuacji życiowej możemy się opowiedzieć, albo po stronie Boga i Jego prawa albo po stronie grzechu i własnych słabości.
W czytaniu z Księgi Proroka Jeremiasza możemy się zapoznać z dramatyczną (aczkolwiek mającą pozytywne zakończenie) historią proroka: „Kapłani i prorocy zwrócili się do przywódców i do całego ludu tymi słowami: Człowiek ten zasługuje na wyrok śmierci, gdyż prorokował przeciw temu miastu, jak to słyszeliście na własne uszy. Jeremiasz zaś rzekł do wszystkich przywódców i do całego ludu: Pan posłał mnie, bym głosił przeciw temu domowi i przeciw temu miastu wszystkie słowa, które słyszeliście. Teraz więc zmieńcie swoje postępowanie i swoje uczynki, słuchajcie głosu Pana, Boga waszego; wtedy ogarnie Pana żal nad nieszczęściem, jakie postanowił przeciw wam. Ja zaś jestem w waszych rękach. Uczyńcie ze mną, co wam się wyda dobre i sprawiedliwe. Wiedzcie jednak dobrze, że jeżeli mnie zabijecie, krew niewinnego spadnie na was, na to miasto i na jego mieszkańców. Naprawdę bowiem posłał mnie Pan do was, by głosić do waszych uszu wszystkie te słowa. Wtedy powiedzieli przywódcy i cały lud do kapłanów i proroków: Człowiek ten nie zasługuje na wyrok śmierci, gdyż przemawiał do nas w imię Pana, Boga naszego. Achikam jednak, syn Szafana, ochraniał Jeremiasza, by nie został wydany w ręce ludu na śmierć” (Jr 26,11-16.24)
Zupełnie inaczej niż przywódcy ludu za czasów Jeremiasza, postępuje Herod Antypas, syn Heroda Wielkiego. Władca Galilei i Perei (i budowniczy Tyberiady) sądził, że godząc się na prośbę swojej pasierbicy ściąć Jana Chrzciciela, rozwiąże w ten sposób dręczący go problem wypominania mu niezgodnego z prawem Bożym postępowania.
Okazało się jednak, że wyeliminowanie jednego świadka Bożego nie rozwiązało problemu. W jego miejsce pojawił się inny Prorok – sam Jezus - Syn Boży nieustraszenie głoszący bezkompromisowe potępienie wszelkiego grzechu (choć zawsze z szacunkiem dla grzesznika).
Obie opisane historie biblijne, w tym szczególnie fragment nowotestamentalny pokazują nam, że niezależnie od podejmowanych prób, nie sposób przykryć czy wyeliminować wyrzutów sumienia - tego specyficznego głosu Bożego domagającego się postępowania zgodnego z zasadami zaszczepionymi w każdym ludzkim sercu.
Również w dzisiejszych czasach, na naszych oczach, ludzie prześladowani przez własne wyrzuty sumienia (z powodu rozbicia rodzin, z powodu niewierności małżeńskiej, z powodu realizacji kariery zawodowej „po trupach”), wciąż szukają ukojenia. Jedni próbują usuwać wszelkich niewygodnych świadków. Zmieniają miejsce zamieszkania, styl życia, środowisko w jakim się obracają... Inni próbują uciekać się do osiągnięć medycyny, psychologii albo religii. Całe godziny potrafią spędzać w gabinetach psychoterapeutów, czy na lekcjach jogi i medytacji...
Nie ma jednak ucieczki od Boga i Jego prawa. Ono zawsze zatriumfuje. Biada jednak tym, którzy na drodze do eliminacji wyrzutów sumienia nie cofnęli się przed kolejnymi przestępstwami i niegodziwościami. Spirala grzechu zawsze prowadzi człowieka do nieszczęścia: albo do problemów zdrowotnych (np. schizofrenii i paranoi), albo/i do poważnych problemów duchowych (związania czy opętania). Końcem zaś wszystkiego jest śmierć, po której nie ma perspektyw szczęścia wiecznego.