Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Wiara

WIARA

Chrześcijanin studiuje

Agata Zaranek

 

Jako studentka i absolwentka dwóch szkół „niższych”, mam już niejakie pojęcie o zasadach panujących wśród ludzi, którzy korzystają z istnienia państwowych placówek oświatowych. Tzw. „zasada trzech (albo - gorzej - czterech) ‘Z’*”, podrabianie zwolnień lekarskich i usprawiedliwień od rodziców i wszelakie formy lawirowania w taki sposób, żeby jak najmniej się narobić są w środowisku uczących się na porządku dziennym. Tylko gdzie w tym wszystkim miejsce dla Jezusa, który - przypominam - jest Prawdą...?

 

Kiedy ściągasz na klasówce, na kolokwium czy egzaminie, to przecież po prostu oszukujesz. Tylko kogo i po co? Ja rozumiem, że to łatwiejsze wyjście. Też kiedyś ściągałam, a i teraz czasem jest mi trudno opanować się przed zajrzeniem koleżance obok w kartkę albo do jakiejś książki, kiedy profesor nie patrzy... Moje sumienie jednak bardzo jasno domaga się ode mnie uczciwości i konsekwencji. Jeśli się nie nauczyłam, to muszę przyjąć tego skutki z wszelkimi przykrościami, jakie się z tym wiążą. I - w co może trudno uwierzyć – dużo lepiej się czuję dostając zasłużoną dwóję, niż jakbym miała dostać nieuczciwą piątkę. Nie mówię, że wszystkie dobre oceny, jakie udaje mi się otrzymać są zasłużone, ale nigdy nie są nieuczciwe – trudno bowiem Bożą Opatrzność stale czuwającą nad głupcami nazwać nieuczciwą...

 

Kiedy wymagana jest od nas jako chrześcijan prawda, to chodzi nie tylko o nie oszukiwanie samemu. Nie wystarczy, jak nie będę ściągać, ale innym będę podpowiadać, bo oni przecież nie muszą być wierzący i ponosić konsekwencji mojej wiary. To oczywista bzdura. Znaczy, oczywiście, nie muszą wierzyć, ale konsekwencje mojej wiary mają się objawiać wszędzie, gdzie jestem i we wszystkich moich relacjach. Dlatego nie daję ściągać i przed egzaminem uczciwie uprzedzam o tym siadającego obok mnie delikwenta. Jeśli mimo to zostaje, na miejscu, na ogół dziwi się, kiedy faktycznie odmawiam odpowiedzi na zadane szeptem pytanie. Rozumiem, że takie zachowanie wpływa na mój obraz w oczach towarzyszy niedoli nazywanej czasem wyższą edukacją. Nie przeszkadza mi to. Któż bowiem jest w stanie odłączyć mnie od miłości mojego Boga? Znajomi z mojego kierunku już się przyzwyczaili do tej mojej postawy i po prostu nie uwzględniają mnie w swoich misternie układanych przedegzaminowych planach, kto obok kogo usiądzie i ile razy trzeba stuknąć w ławkę, żeby zasygnalizować swoją niewiedzę i poprosić o pomoc. I już nikomu to specjalnie nie przeszkadza. Nie mam przyjaciół na uczelni i czasem zastanawiam się, czy życie tak jak inni studenci nie byłoby wygodniejsze. Odpowiedź brzmi: nie. Człowiek, który spotkał Jezusa i doświadczył Jego miłości, dobrze czuje się tylko w Jego świetle. Cień czy półcień już nie wystarcza, o ile tylko jest on uświadomiony.

 

Jan Paweł II powiedział, że choćby świat od nas nie wymagał, my mamy wymagać od siebie sami. I to jest trudne. Szczególnie, jak ktoś jest tak leniwy jak ja. W tym momencie przydaje się pytanie o sens studiowania. Co właściwie jest moim celem? Czy to, że kiedy skończę te studia, w różnych ankietach, tabelkach i kwestionariuszach będę mogła zaznaczyć odpowiedź „wykształcenie wyższe”, a przed nazwiskiem wpisać literki „mgr” a kiedyś może i coś więcej..? Czy to, że będę miała lepsze widoki na pracę, jeśli skończę studia? To też jest ważne i nawet logiczne, ale myślę, że nie może być celem samym w sobie. Uczę się teraz, chodzę na wykłady i ćwiczenia dlatego, że chcę być kompetentna w tym, co będę kiedyś robić, dlatego, że chcę dobrze wykonywać w przyszłości mój  zawód. Jeśli więc moim celem jest dobre wykonywanie pracy i w ten sposób budowanie lepszego świata, to się uczę, a nie ściągam. Wierzę, że przedmioty, które każą mi w związku z tym przyswoić, nie są kompletnie bez sensu (choć czasem trudno to zobaczyć...). Nie twierdzę, że na każdym absolutnie wykładzie trzeba być i że każda informacja do dobrego funkcjonowania w zawodzie jest koniecznie potrzebna. Są wykłady, w których uczestnictwo zabiera nam wiarę w sens studiowania, a jedyną troską przez te 90 minut jest ułożyć się do snu tak, żeby nas potem kark nie bolał... Bądźmy w tym jednak konsekwentni. Jeśli zdecydujemy się nie iść na zajęcia, to jest to nasz wolny wybór. Ale jeśli prosimy kolegę czy koleżankę, żeby w razie sprawdzania listy wpisać nasze nazwisko, albo krzyknąć w naszym imieniu ”jestem”, to jest to nie dość, że nieuczciwe - to też nieodpowiedzialne. I tu też istnieje drugi kierunek. Przykro mi, kiedy koleżanka obraża się na mnie, bo odmawiam jej takiej „przysługi”, ale Prawda jest dla mnie ważniejsza.

 

Jezus powołuje nas do radykalizmu w małych sprawach, do bardzo jasnego opowiadania się po Jego stronie. W zamian ofiaruje nam pewność, że i On stanie po naszej. A wybór należy do każdego z nas.

 

 

* metoda „nauki” najczęściej tuż przed egzaminem bądź klasówką sprowadzająca się do słów „zakuć, zaliczyć, zapomnieć”. Czasem na końcu dodawane jest czwarte słowo: „zapić”.