


Anna Sitarska /Jezus.com.pl
Rozmowa z Łukaszem Jaszczukiem, członkiem zespołu Porozumienie. O Bogu, muzyce, trudnościach i wielkiej radości uwielbienia na scenie... Specjalnie dla Jezus.com.pl!
Jeśli w wyszukiwarce internetowej wklikasz „praise rock”, spore jest prawdopodobieństwo, że trafisz na ich stronę. Zespół Porozumienie gra na Chwałę Pana, daje świadectwo życia i cieszy ucho dźwiękami dobrego rockowego grania. Znani stali się na chrześcijańskiej scenie muzycznej wraz z płytą „On” (utwory promujące płytę do posłuchania w RadioPlayerze Opoka.tv, do zobaczenia zaś teledysk „Amen”, również na Opoka.tv!). Teraz nagrywają kolejną.
To co niosą swoją twórczością może i Ciebie przyciągnąć do Pana...
W sympatycznej atmosferze Łukasz Jaszczuk z serdecznością i radością rozmawiał z Anną Sitarską.
Powiedz, proszę, skąd zespół pochodzi?
Na chwilę obecną to pytanie jest bez odpowiedzi, dlatego że Porozumienie naprawdę, uczciwie mówiąc, jest zespołem z Polski. Jesteśmy porozrzucani po całym kraju: wokalista (Grzesiek Aleksandrowicz) jest z Gdańska, basista (Daniel Dębniak) z Torunia, gitarzysta (Szymon Chalimoniuk) z Warszawy, a ja i perkusista (Paweł Chojnacki) jesteśmy z Lubelszczyzny. Powstaliśmy na Lubelszczyźnie, ale późnej bardzo nam się „rozjechało”.
Jak długo zespół istnieje? Może od momentu poznania Twojego z wokalistą?
Ja Aleksa znam od dziecka. Wielokrotnie braliśmy się za głowy, by coś razem stworzyć. Nie szła nam kompletnie współpraca, a w 2001 szliśmy razem w pielgrzymce do Częstochowy, tam zaczęliśmy coś grać, reakcja ludzi była pozytywna. Pod koniec pielgrzymki już zaczęli skakać i tak generalnie się to narodziło. Starliśmy się do współpracy szukać ludzi z Kościoła. Klarował się skład..
Jaka jest geneza nazwy Porozumienie?
To jest w pewnym sensie pkt wyjścia- my nie tylko gramy. Nasze muzykowanie jest cały czas poznawaniem naszego chrześcijaństwa. Im głębiej jesteś w rzeczywistości Kościoła, tym więcej rzeczy jest wielowymiarowych. Podobnie jest z nazwą Porozumienie. Na początku była naszym porozumieniem muzycznym, bo strasznie się ścieraliśmy. Kiedy zaczęliśmy razem grać, mimo naszego nieprzygotowania, to zaczęła się ta nazwa klarować. Dziś to jest duchowo też przez nas traktowane - sięga naszych relacji. Ta nazwa budzi w nas wiele pokory
W jakich wspólnotach żyjecie na co dzień?
Każdy z nas stara się chrześcijaństwo przeżywać intensywniej. Niektórzy poszukują mocniejszej formacji duchowej, ja jestem na drodze neokatechumenalnej, Grzegorz-wokalista - w Odnowie w Duchu Świętym.
Solidne jest to zaplecze duchowe!
Mnóstwo osób się za nas modli i to jest też podstawa funkcjonowania zespołu. Bo my nie mamy prób, nie mamy jak próbować i teraz, nagrywając płytę, korzystamy z pomysłów które każdy z nas sam nagrywał na płytach kompaktowych. Gdyby ludzie nie modlili się za nas, te rzeczy byłyby pozbawione formy. Muzyk rockowy w Polsce ma ciężko, a chrześcijański jeszcze ciężej. Na początku nie wyobrażaliśmy sobie jak nagramy płyty, a one powstają. Bóg dał nam taka rzeczywistość, a my mamy tak wielka radość z każdego spotkania! Na koncertach wszystko jest dla nas wielka radością, bo tam się widujemy!
Nowa płyta - kto odpowiada za formę?
Dużo czerpiemy z psalmów i Słowa Bożego. Ja redaguje teksty. Słuchamy homilii, czytamy św. Augustyna...po ludzku nie chcemy sprzedawać prawy, tylko korzystamy z tej która już jest dana. Bóg dał nam wszystko w Biblii. Nasze teksty są parafrazą Biblii i szukaniem tych momentów, kiedy Słowo Boże pracuje w naszym życiu. Estetyka rockowa jest bliższa mi, więc tak jakoś z tekstami na mnie padło.
Nurt PRAISE ROCK, ten w który się wpisujecie, czym dla Was on jest?
Dla nas praise rock zaczął się na koncertach. My nie wiedzieliśmy, że istnieje już taki nurt. Nie mieliśmy pojęcia, że praise rock rządzi w Stanach, że istnieje taki zespół jak Delirious. Kapele w Polsce tak nie grały. Mieliśmy wielkie pragnienie bycia zespołem uwielbieniowym, jak zakładaliśmy kapelę, to nie przestawaliśmy słuchać Mate.O., a najmocniejsze było dla nas U2. Nasz prase rock był bardziej koncertowy. Nowa płyta pokaże, ze jest tam i domieszka praise punk...Jeśli jej nie zepsujemy to będzie muzyka, jaką zawsze chciałem robić.
Kto czuwa nad waszym nagrywaniem w Puszczykowie?
Po płycie „On” wiedzieliśmy, że Robert Litza Friedrich będzie producentem muzycznym kolejnych. Ma świetny zmysł producencki. Praca z im to krok do przodu dla nas. Dobra atmosfera i praca.
Kiedy wobec tego premiera?
Chcielibyśmy w trakcie Wielkiego Postu pokazać to, nad czym teraz pracujemy. I liczymy, ze uda nam się to!