


Michał Misztal /Jezus.com.pl
Łatwo jest robić rzeczy złe. Rzeczy które krzywdzą innych i krzywdzą nas samych. Łatwo jest przeklinać, gniewać się bez powodu, zazdrościć, łatwo jest wpadać w nałogi, a potem z nimi nie walczyć. Wiele jest spraw, które wymagają poprawy w naszym życiu. Nie ukrywam, że ja mam takich spraw wiele. Niech więc przełom starego i nowego roku, będzie przełomem w naszym życiu.
Nie wierzę w to, że lubimy zło. Nie wierzę, że lubimy kiedy się nas krzywdzi. Nie wierzę w upodobanie w alkoholizmie, narkomani, masturbacji, zazdrości, kłótniach w rodzinie i nieprzebaczeniu. Wyżej napisałem, że łatwo jest nam te rzeczy popełniać i podtrzymuję swoje zdanie. Jednak to, że łatwo nam one przychodzą, wcale nie oznacza, że je lubimy. Kiedyś usłyszałem zdanie "Człowiek z natury jest ufny". Oznaczałoby ono, że szukamy zaufania u innych ludzi: chcemy się wygadać, znaleźć kogoś przy kim czulibyśmy się dobrze. Ja rozszerzyłbym i troszkę zmodyfikowałbym jeszcze to zdanie "Człowiek z natury pragnie dobra". Świadomie nie napisałem "(...)jest dobry", ale "(...) pragnie dobra", bo my z natury dobrymi NIE jesteśmy, a przynajmniej nie tylko. Po grzechu pierworodnym nasza natura (czyli to co sprawia, że jesteśmy ludźmi) upadła. Oznacza to, że grzech pierworodny spowodował upadek, pewien rozłam w tym czym i kim jesteśmy. Rozłam ten przebiega na linii ciało-duch, a konkretnie mówiąc: co innego MY chcemy, a co innego NAM się chce. św. Paweł w liście do Galatów mówi "ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało" (Ga 5,17). Jeśli dopowiemy w tym momencie, że "duch" to najgłębsza cząstka nas, w której mieszka i jest obecny Bóg, a Bóg jest samym dobrem, pięknem i miłością, to nie można wyciągnąć innego wniosku jak ten, że pomimo tego, że nasze ciało (pragnienia, chęci, upodobania) często (oczywiście nie zawsze) są złe, to po prostu chcemy być dobrymi.
Dlaczego tak obszernie rozpisuję się, w prawie teologicznej rozprawie o naszej naturze? Ano po to, żeby teraz móc wprost powiedzieć: My jesteśmy stworzeni do dobra i tego dobra pragniemy. Po co więc wkładamy jakieś dziwne maski przechwalania się, wywyższania, szpanerstwa czy lenistwa? Bo tak nam jest wygodnie. Oczywiście wielu z nas zachowuje się w ten sposób nie z własnej winy albo przynajmniej nie do końca z własnej winy. Doświadczenia z dzieciństwa, zły przykład w domu, wychowywanie się w takim, a nie innym środowisku, itd. Jednak jako dorośli, myślący ludzie. Możemy od czasu do czasu spojrzeć na siebie i na swoje zachowanie, i powiedzieć sobie "no coś jest ze mną nie tak". Chcę przypomnieć w tym momencie to o czym pisałem wyżej: niech przełom starego i nowego roku, będzie przełomem w naszym - moim, twoim - życiu.
Nie bez powodu używam słów "stary" i "nowy". Pismo Święte też mówi o "starym" i "nowym" tyle, że człowieku. Mamy zrzucić z siebie "starego człowieka" i stać się nowym stworzeniem.
Tyle ludzi zachwycało się dobrem Jezusa z Nazaretu. Tyle ludzi podróżowało do Ars, do świętego Proboszcza Jana Marii Vianey'a. Tyle ludzi odwiedzało św. ojca Pio. Dobro nas fascynuje, zachwyca i to dobro nas pociąga. Dlaczego? Bo dobro jest po prostu... dobre. Nie jest to nic odkrywczego, ale chyba trzeba nam o tym mówić i ciągle sobie to przypominać. Bo ta prawda stała się dla nas tak oczywista, że przestaliśmy ją już zauważać. Dlatego powtórzę: dobro jest dobre! Jeśli więc mamy jeszcze czas, budzimy się rano, to może dlatego, że jeszcze mamy tu na ziemi coś do zrobienia. Mamy jeszcze jakieś pokłady dobra w sobie, których dotąd nie wykorzystywaliśmy. Nowy rok jest dla nas szansą. Tym bardziej, że przecież niedawno obchodziliśmy Święta Narodzenia Boga w ciele. Narodzenie Jezusa, który jest naszym Zbawicielem, Wyzwolicielem, On jest naszym ratunkiem. Możemy prosić Go o to, żeby przyszedł do nas i dokonał jakiegoś przełomu. Trudno nam się zmieniać własnymi siłami. Przeżyłem to na własnej skórze. Ale kiedy powiemy Bogu o tym, że coś chcemy naprawić, z czymś się zmierzyć, On będzie najszczęśliwszą istotą w całym wszechświecie. Zostawi 99 owiec i pójdzie szukać jednej zgubionej, a że jest mocarzem, siłaczem, wojownikiem, to możemy być pewni, że współpracując z Nim nasza walka z góry jest wygrana. Nam w zasadzie pozostaje jedno pole własnej, osobistej walki - wierność, a i tak możemy (i w zasadzie powinniśmy) o tę wierność Boga prosić.
Nowy rok może być szansą dla nas, żeby zaprosić konkretnie Boga do swojego życia. Powiedzieć Mu "Boże, ja chcę zmienić swoje życie, nie chcę by było już takie jakie jest, pomóż mi w tym, czuję że tylko Ty możesz mi pomóc". Jednak żeby to powiedzieć, trzeba walnąć pięścią w stół i powiedzieć sobie "widzę, że żyłem tak jak mi się podobało i nigdzie mnie to nie doprowadziło, ciągle brakowało mi czegoś dobrego, podświadomie czułem jakąś pustkę. OD TERAZ ZMIENIAM KIERUNEK!". Drogi Czytelniku - Internauto... jeszcze raz to napiszę "Dobro jest dobre", bądźmy ludźmi myślącymi, a nie przytępionymi osłami idącymi nie wiadomo gdzie byleby tylko przed siebie.