


Anna Sitarska /Jezus.com.pl
Czy i Ty znasz takie momenty, kiedy jakaś sytuacja wręcz zmusza do zastanowienia się nad początkiem niewiary w słowo, niemocy słowa? Jaką wagę mają dla nas słowa? Czy w ogóle zważamy na to co mówimy do innych, innym, wśród innych?
Ślub kościelny, elegancko przystrojony kościół w neogotyckim stylu. Ciepła wrześniowa sobota na Śląsku. Zakochani siedzą naprzeciw ołtarza, obok siebie. Wpadające przez witraże promienie jesiennego światła czasem dotykają rozpalonych policzków panny młodej, igrają na jasnym garniturze pana młodego. Jeszcze chwila i staną wobec Boga i najbliższych przyrzekając sobie, że nie opuszczą się, że będą ze sobą do końca życia. Jak radosna to chwila! Jak pełna nadziei, uniesienia! Jednak będąc człowiekiem XXI wieku, kobietą przełomu wieków, odbieram delikatnie także inny, niechciany sygnał. Bardziej się go boję i odsuwam w mroku zlekceważenia, niż poddaję analizie. Stając wobec takiego obrazu kochających się ludzi wespół z radością pojawia się we mnie pytanie: czy można wierzyć ich słowom o dozgonnej miłości? Czy oni wierzą sobie? Czy wartość tych zaledwie dwóch, trzech zdań nie przestanie brzmieć przy kolejnym wydechu emocji? Jak wierzyć obietnicom, przysięgom wobec dewaloryzacji słowa?
Bóg stwarzając świat nie pobrudził sobie rąk. Nie ubrudził się gliną lepiąc człowieka, grabiami rozgrzebując jedne ziemie od drugich. Nie napocił się i nie doświadczył bólu kręgosłupa. On otwierał Siebie, oddawał z ulgą to, co się przelewało w całej Trójcy Świętej - z tej wielkiej Miłości Ojca do Syna i Syna do Ojca w Duchu Świętym stwarzał. Stwarzał słowem. Dla nas to totalnie abstrakcyjny obraz - jak to musiało wyglądać? Jak można stwarzać tylko słowem nie używając dłoni, ramion? Bóg kochał, zapowiadał stworzenie, ożywiał słowem i nadawał nazwę. Nieprawdopodobna tajemnica stworzenia i ukształtowania tego wszystkiego co nas otacza.
Czy i Ty znasz takie momenty, kiedy jakaś sytuacja wręcz zmusza do zastanowienia się nad początkiem niewiary w słowo, niemocy słowa? Jaką wagę mają dla nas słowa?
Czy w ogóle zważamy na to co mówimy do innych, innym, wśród innych?
Cały problem zaczął się w rajskich ogrodzie, przed wiekami. Ewa skuszona przez szatana zjada owoc z drzewa poznania złego i dobrego, podaje go Adamowi i... uparcie nie odpowiada na nawoływanie Boga! Ogłuchli boscy mieszkańcy Edenu! Pozakrywali ciała i bezczelnie zrzucają winę jedno na drugie. Trudno Bogu powiedzieć prawdę wobec owocu pychy, prawda Ewo? Adamie, już teraz trudniej brać odpowiedzialność za czyny Ewy, która wdała się w najbardziej zdradliwy dialog na świecie, racja? Stworzeni przez słowo, stworzeni jako owoc dialogu Miłości Trójcy sami sobie i swoim dzieciom związaliście ręce i przecieracie szlak kłamstwa i niedomówień! Dokąd on nas doprowadzi...? Nie będzie to uczciwe cały ciężar winy przekładać na grzech pierworodny, miejmy jednak świadomość, ze jeżeli już szukać początków psucia przez człowieka słów, to tylko w pierwszym upadku i chęci bycia niezależnym od Boga.
Zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. Może czas postawić samemu sobie i najbliższym pytanie: jeśli mam być w Miłości i dobru podobni do Ojca naszego, to co my stwarzamy naszymi słowami najczęściej? Co powołujemy do życia otwierając usta? Czy jest to wdzięczność i błogosławieństwo? Czy otwieramy serca i posługując się językiem przypominamy sobie o wielkich darach i dziełach, jakie zostały na sprezentowane? Co dziś robimy ze słowami dziś?! Pomińmy analizy przyczyn dokładnych, rozwoju i szczegółowego przebiegu procesu degradacji słowa.
Czy różnimy się tak bardzo od ludzi wieków poprzednich? Oni też szukali Boga, też wątpili, kochali, nie lubili. Oni też przeżywali emocje jakie nam towarzyszą i mieli problemy zdrowotne, rodzinne, intymne. Oni jednak do pewnego momentu bardziej szanowali słowo. Prości ludzi, nieumiejący czytać i pisać ufali sobie, wierzyli jedno drugiemu. Czy to w kwestii przekazywania Dobrej Nowiny czy w kwestiach handlowo-usługowych. Ludzie doświadczali słabości woli, języka, ale czuwali nad nim, próbowali panować. Dziś jest tak samo. Mamy problem z powściąganiem złośliwych uwag, rzucaniem obelg, wulgaryzowaniem, nadużywaniem swobody językowo-obyczajowej. I nie widzimy w tym nic nadzwyczajnego, a im częściej ktoś nas okłamuje, tym szybszy jest proces naszej kłamczej edukacji. Czarna wizja rysowałaby się do końca przed nami, gdyby Słowo stwarzające nie stało się kiedyś w Jerozolimie Ciałem. Bóg widząc dziecięcość naszego ducha, rozumu i percepcji stara się postępować z nami czytelnie i jasno: odtąd Słowo będzie dla was namacalne. Jezus Chrystus przyniesie wszystko. Czy zauważyliśmy co robi Jezus przy uzdrawianiu? Nie kropi wodą święconą, nie przynosi wahadełek i kadzidełek, nie energetyzuje żadnych przedmiotów - On patrzy i mówi. Uzdrawia mówiąc! Bóg stworzył nas słowem i niezrażony naszą głupotą w rozmowie z szatanem, teraz idzie krok dalej - słowem nas też leczy i koi. Słowem opatruje - Księga z Jego leczącymi słowami jest nam dana!
Bracie i siostro - jak używasz mocy stwarzania swoim słowem? Czy zasiewasz w innych dobre słowo, troskliwość, uwagę? Czy korzystasz ze słów po to, by błogosławić? Błogosławieństwo ma stokroć silniejszą moc niż przekleństwo, podobnie jak najcichsze dobro jest potężniejsze od rozkrzyczanego zła. Co stwarzasz na co dzień w sobie, w innych? Jakie są dzieła Twoich uwag, krytyk, komentarzy? I ja boje się pytać ile osób zraniłam swoim słowem. Wiem i dzielę to z Tobą, że trudna taka reprymenda. Ale ona szczególniej skierowana jest do nas, chrześcijan. To okazja do zdania przed Bogiem krótkiej relacji: co mówię i jak? Czy kłamię, obiecuję pusto powątpiewając w wytrawnie w obietnicy, czy nie lekceważę słów innych? Jakie moje słowa są dla bliskich, a jakie dla współpracowników?
Jezus powiedział by "nasza mowa była tak tak, nie nie a co inne, to od złego pochodzi". Słowo jest lustrem i wiernym odbiciem tego, co w nas aktualnie drzemie, spokojnie śpi, bądź czeka na przysłowiową zadymę. Powiedz co robisz ze słowami? Co byś zobaczył, gdybyś w końcu dostrzegł, że dobrym słowem budujesz, a przykrym burzysz? Błogosław swym językiem, chwal ustami, wielbij gorącym sercem i ufaj, że Miłosierdzie Boże pozaciera nasze niedociągnięcia w tej dziedzinie...