


Michał Nolywajka
Jeśli ktoś ostatnio poczuł się zdenerwowany nieustannymi „rewelacjami” typu „Ewangelia Judasza”, to mam pocieszenie - nie jesteś sam! Mnie też bardzo to irytuje. Dlaczego? Bynajmniej nie dlatego, że po przeczytaniu apokryfu, których nota bene istnieją całe tomy, moja wiara zatrzęsła się w posadach i za moment padnie w gruzy. Nie jestem też zdruzgotany potencjalnym wyjątkowym zadaniem, jakie miałby wykonać Judasz na wyraźne polecenie swego Mistrza. Nie takie rzeczy już czytałem i słyszałem, nihil novi - chciałoby się powiedzieć.
To, co denerwuje mnie najbardziej i przeciwko czemu chciałbym zaprotestować, to celowe manipulowanie ludźmi, którym fakty prezentuje się w perfidnych kontekstach kłamstwa i manipulacji. Dziennikarze, którzy najwyraźniej już dawno zapomnieli o swoim powołaniu służenia prawdzie, polują na „news’a” a potem pakują go w najbardziej bzdurne interpretacje. To mniej więcej tak, jakbym z kilkugodzinnego wykładu powypisywał kilka zdań prelegenta a następnie cytował je bez najmniejszego związku z główną myślą i intencją autora. Idąc tym torem jestem w stanie udowodnić absolutnie wszystko. Swoją drogą dziwię się pomysłowym dziennikarzom. Po co odwołują się do apokryficznych tekstów, których znaczenie i historyczne kontekst jest już od dawna znany tym, którzy faktycznie się nimi interesują? Wystraszyłoby dobrze poczytać Biblię, a sensacjom nie byłoby końca! Przykład? Oto news na pierwsze strony kolorowych pism. „Sensacja! Boga nie ma! Ta rewelacyjna wiadomość pochodzi z Psalmu 53, do którego nasi specjaliści dotarli w księgarni chrześcijańskiej za rogiem...”. To prawda, tak mówi Biblia. Jeśli nie wierzycie, sprawdźcie sami! Jasne, że jeden werset wcześniej cała sprawa jest wyjaśniona, ale kogo by to obchodziło, skoro cały nakład gazety sprzedałby się na pniu...
To , co wydaje mi się istotne, to nasza świadomość, że jesteśmy świadkami, co więcej, potencjalnymi ofiarami, doskonale przemyślanej strategii antyewangelizacji. Nie mam co do tego najmniejszych złudzeń! Nie wpadłem na to bynajmniej sam. O siłach zła walczących uparcie o dusze człowieka mówi przecież wprost sam Pan Jezus. Problemu nie przemilczał apostoł Paweł. Papież Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał, jak ważne jest, byśmy dawali świadectwo Prawdzie. Często też w bezpośrednich słowach przyznawał, że na naszych oczach toczy się duchowa walka, której widzialnymi efektami jest śmierć, wojny, nienawiść, brak miłości. Nie powinny nas wiec szczególnie dziwić kolejne „rewelacje” na temat naszej wiary. Ataki mniej lub bardziej zamaskowane zawsze były, są i będą. Ważne jest to, o czy one świadczą i jak możemy na nie reagować. „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i gdy z mojego powodu mówią fałszywie na was źle, cieszcie się i radujcie, bo wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowało proroków, którzy byli przed wami” - mówi Jezus. Osobiście odbieram to jako powód wielkiego dziękczynienia. Daleko mi do ideału, nie jestem prorokiem, niczym sobie nie zasłużyłem, a tu wystarczy, że ktoś się ze mnie trochę ponabija, trochę pośmieje z „kościelnego”, a Jezus już mi błogosławi obiecując nagrodę w niebie! Czy nie jest to wystarczający powód do wdzięczności? Wcale nie mam skłonności do uprawiania osobistej martyrologii. Ja tylko biorę na serio słowa mojego Pana!
Co więcej, przeżywając ataki mniejszego lub większego kalibru możemy być pewni, że jesteśmy na dobrej drodze. Czy myślicie, że szatanowi chciałoby się męczyć nad kimś, komu niezależny na życiu Ewangelią? Jeśli doświadczasz w swoim życiu trudności, to wiedz, że dokonałeś doskonałego wyboru. Nie zrażaj się, nie załamuj! Pan sam zatroszczy się o ciebie, nie pozwoli ci zginąć, nie dopuści, by jego dziecko cierpiało ponad miarę. Proszę Cię, trwaj wiernie przy Panu, a Jego Duch obdarzy cię taką mocą i radością, której nie odbierze ci już nikt, nawet pięknie wydana i rewelacyjnie promowana „Ewangelia Judasza”!