


Anna Sitarska /Jezus.com.pl
Co kobieta może wiedzieć o księdzu? Że przystojny, że pięknie moduluje głosem, że taki mądry...? Możliwe, że potrafi zrozumieć albo właśnie jest w rozmowie oschły... Tak bywa. Ale to tylko jeden promil z tego, czym dla kobiety może być kapłaństwo.
Czym kapłaństwo w ogóle może być i jak się go doświadcza. A że kobiety, z natury czulsze i wrażliwsze, przez Pana powołane do wnikliwszego uczuciowego spojrzenia, to może popatrzmy wspólnie z tej perspektywy na panów w sutannach? Nie będzie to męczący paranaukowy tekst, ale kilkadziesiąt zdań o tym, co w kapłaństwie zaskakuje, pociąga, zachwyca.
Kilka obrazów, różne sytuacje, księża i klerycy. Jedna kobieta...
Marcowa niedziela, święcenia diakonatu w 2008 roku, archidiecezja katowicka. Kilku kleryków w sutannach, za chwilę z rąk arcybiskupa przyjmie święcenia diakonatu, czyli pierwszy stopień święceń kapłańskich. W kościele pełnym ludzi wciąż jeszcze akolici procesyjnie podążają główną nawą w kierunku ołtarza. Liturgia Słowa, homilia... Arcypasterz siada na specjalnym krześle przed ołtarzem. Pyta, czy ci, którzy mają przyjąć posługę diakonatu są godni, przygotowani... Po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi od rektora seminarium pozwala, by klerycy klękali przed nim ślubując życie w celibacie i wierność Jemu i jego następcom... Dotyka głowy, przytula do siebie po każdej przysiędze... Nie skupiajmy się jednak na samej ceremonii, choć jest tak wspaniała i bogata w symbole, ale na relacji. Relacja między dostojnym Arcybiskupem a tymi dwudziestoczteroletnimi mężczyznami... Nuta ciepła i wzruszenia, ale i pewności w głosie Arcybiskupa: „ Moi synowie...”. Każda kobieca i dziewczęca pierś dławi się szlochem, mocniej, słabiej. Bo czują, że na bezpieczne łono Kościoła oddają synów, braci, może niedoszłych narzeczonych... I żadna się nie buntuje, bo widzi i czuje kobiecym sercem, że ci mężczyźni są przyjmowani przez Kościół, który nie jest taką instytucją jak Urząd Skarbowy czy Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Kościół to kochający ludzie, kochający Boga i siebie wzajemnie. Co się czuje widząc taki obraz? Pewnie radość i zachwyt, że ktoś znajomy dotyka misterium powołania do kapłaństwa, że odtąd Pan szczególnie przez niego będzie mówił i działał!. Czuje się radość i otwiera buzię ze zdziwienia, wyciera wstydliwe łezki emocji, bo oto uczestniczy się w Bożym wyciskaniu znamienia na szczególnie wybranych sercach. Znamienia nie do zatarcia.
To nie tyle rozrzewnienie autorki, ale potrzeba ukazania Kościoła Świętego zupełnie innym niż zdaje się być w aferach, pomówieniach, czy podczas zwykłych niedziel. Ważne jest ukazanie kapłaństwa z codziennego punktu widzenia. Wiesz jakiego? Takiego, które dojrzewa w budynku Seminarium Duchownego a także Wydziału Teologicznego. Ukazanie kapłaństwa raczkującego, wciąż rozeznawanego, które stara się służyć życzliwością, słowem, uprzejmością, bystrym żartem, a czasem niechcący pokazuje swoją słabość, zdenerwowanie, zasmucenie, pogubienie. Raczkujące kapłaństwo, z którego bije prośba do Pana: „ chciej mnie, bo staram się dla CIEBIE!”.
Obraz drugi... święcenia kapłańskie w 2009 roku. Katowice. Do grona księży zostają przyjęci przed rokiem wyświęceni diakoni. 17 mężczyzn, których się zna, kojarzy z wydziału, z którymi rozmawiało się o błahostkach, u których szukało się rady i rozeznania w różnych wyborach. Mężczyzn, z którymi przeżywa się cały cykl roku akademickiego: wyjazdy, powroty, zaliczenia, żegna się przed świętami, spotyka w międzyczasie. Mężczyźni, którzy też mają stracha przed sesją, cieszą się jakimś usprawnieniem własnego komputera, żyją potrzebą podzielenia się myślami. Ale coś „innego” od nich bije. Żywa, osobista, intymna relacja z Bogiem. Czy wierzysz w to czy nie... Czy ją widać czy nie. To ulotne „coś”. Tak jest. A teraz ci mężczyźni wobec setek ludzi wyznają: „Chcę żyć na wyłączność dla Jezusa, dla Niego spalać się, dla Niego rezygnuję z cieszenia się żoną, dziećmi. Bo Jezus tak mnie zachwycił, że ja młody, przystojny, odważny mężczyzna, chcę zostawić wszystko i iść za Nim. Kocham Go i chcę by ludzie zobaczyli jak On kocha!” Oto orędzie tych młodych księży. Klękają przed Arcybiskupem, który w ich ręce wkłada Ewangeliarz, kielich i puszkę eucharystyczną, namaszcza dłonie olejem... I kilkunastu dwudziestopięcioletnich mężczyzn przyjmuje posługę kapłańską poprzez nakładanie w ciszy rąk na głowę, kolejno przez Arcybiskupa, biskupów, przełożonych seminarium, własnych proboszczów, księży z całej Archidiecezji. Cisza trwa kilka minut. Szelest kremowych dalmatyk i kremowych ornatów. Kolejno podchodzą do kilkudziesięciu kapłanów ustawionych wokół ołtarza w ogromnej przestrzeni prezbiterium archikatedry. Od tamtych bije doświadczenie, wypróbowane powołanie, setki spowiedzi wysłuchanych i tych własnych... I z tych starzejących się, dojrzałych, młodzieńczych jeszcze twarzy bije jedno: „Bracia! Chodźcie! Pan czeka! Warto iść tą drogą! Trud i wysiłek? Owszem! Ale kapłaństwo jest piękne!” I wszystko spotyka się w kolejnym znaku pokoju- młodzieńczy zapał i doświadczenie. W świętej ciszy tłumu, pośród radości uścisków i świadomości bycia wyświęcanym tymi otwierającymi się ramionami... w poczuciu przyjęcia przez tulącego Jezusa...
Obraz trzeci... Pierwsza Msza Święta świeżego kapłana. On sam celebruje, wypowiada wszystkie najistotniejsze modlitwy, jemu asystuje przy ołtarzu proboszcz, służą ministranci. Jego o błogosławieństwo przed odczytaniem Ewangelii prosi diakon, o rok młodszy seminaryjny kolega. Neoprezbiter błogosławi tych, których mijał w seminarium, z którymi żył. W zaufaniu Bogu, że Ten działa przez jego ręce i usta teraz. Wobec rodziny, parafian, tych, z którymi wygłupiał się w seminarium i robił psikusy kolegom ku wspólnej uciesze. Teraz już stoi przy ołtarzu ze świadomością, że podaje im Pana, dla nich, dla nas! sprowadza Żywy Chleb z Nieba...
Jak słodka to tajemnica, jak wzruszająca i dotykająca kobiecego i nie tylko kobiecego serca! Jak niemożliwa do opisania i jak kulejąca w przyobleczeniu w słowa. Smakowanie świata kleryckiego i kapłańskiego w murach Wydziału Teologicznego. Wśród różnych zachwytów, ten jeden poruszający teraz. I poczucie zobowiązania do przekazania tego Wam, ku Waszemu zbudowaniu i umocnieniu... Kościół jest żywy. Tradycja jest żywa, a następstwo Apostołów ciągle odradza się dzięki Duchowi Świętemu. Dziękuję Bogu za doświadczenie Kościoła, tym mężczyznom, księżom i klerykom, za uczestnictwo w ich świecie. Temu, który tłumaczy, wyjaśnia, wspomina i uchyla misterium powołania kapłańskiego.
Można żyć w świecie i doświadczać Kościoła także w taki subtelny sposób... Można się też nim kobieco zachwycić. I swoje osobiste powołanie jeszcze bardziej ukochać mając świadomość piękna innych powołań!