Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Wiara

WIARA

Najcenniejszy skarb

Aleksandra Sowa-Zduńczyk /Jezus.com.pl

 

Tylko to, co zdobywamy z wielkim wysiłkiem naprawdę sobie cenimy. Jak cenna jest dla Ciebie Twoja wiara? Ile wysiłku ten skarb kosztuje Ciebie, żyjącego w Europie na początku XXI wieku? Czy potrafisz go docenić?

 

W Ewangelii wg św. Mateusza, w Kazaniu na górze, Jezus wypowiada takie zdanie: "Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały."

 

Może ono budzić kontrowersje, niejednego dziwić, a nawet bulwersować. Choć w Ewangeliach nie brakuje zdań w podobnie ostrym tonie, to wciąż chyba jednak trochę zaskakują nas takie wypowiedzi Jezusa. Przyzwyczajeni jesteśmy raczej do Jego łagodności, a przede wszystkim do otwartości. Tworzymy sobie często taki obraz Jezusa, który, jestem pewna, nie jest fałszywy, ale jest niepełny. Prawdziwa miłość potrafi również stawiać wymagania. Doskonale wiedzą to rodzice, którzy starają się naprawdę mądrze wychowywać swoje dzieci. Miłość rodzicielska bez wymagań prowadzi tylko do zepsucia i wykrzywienia osobowości dziecka. Podobnie jest z ojcowską miłością Boga. On chce, abyśmy stali się pełnymi ludźmi, wykorzystali cały potencjał naszego człowieczeństwa, rozwinęli je! Swoją miłością chce nas wychowywać do miłości doskonałej.

 

Czytając przytoczone wyżej zdanie z Ewangelii św. Mateusza, pomyślałam zaraz o naszej wierze i jej głoszeniu, o ewangelizacji. Dla mnie właśnie wiara w Jezusa, relacja z Nim jest taką perłą, tym, co święte. Jezus przyszedł na świat po to, by dać zbawienie wszystkim ludziom. To On sprawił, że wiara w Jedynego Boga, w Tego, który Jest, stała się dostępna dla wszystkich, a nie tylko dla Izraelitów, dla Wybranych... Ta powszechność zbawienia, powszechność wiary, jest niesamowitym darem dla nas! Równocześnie jednak staje się często powodem tego, że nie doceniamy skarbu wiary, które dał nam Bóg. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy z jednej strony staramy się robić wszystko, by jak najbardziej udostępnić wiarę wszystkim ludziom, z drugiej strony świat naciska na Kościół, by „dostosował” się do dzisiejszych realiów...

 

Powszechne głoszenie Ewangelii jest definitywnie wielkim dobrem, a wręcz obowiązkiem każdego chrześcijanina. Wydaje mi się, że czasem jednak w swojej gorliwości ewangelizacyjnej chyba zapominamy o prostej prawdzie - z im większym trudem coś zdobywamy, tym bardziej to sobie cenimy. Apostołowie, ze św. Pawłem na czele, obeszli cały im współczesny świat, aby do wszystkich ludzi zanieść Ewangelię. Niosąc Dobrą Nowinę stawiali jednak równocześnie wymagania, bo prawdziwa miłość nie boi się stawiać mądrych wymagań. Myślę, że nam dzisiaj trochę tego brakuje. Robimy wszystko, by przyciągnąć ludzi do Chrystusa - staramy się często wyglądać na bardziej elastycznych i otwartych, niż w rzeczywistości. Robimy wszystko, by nikogo nie odstraszyć zbyt sztywnymi zasadami lub wysokimi wymaganiami. Pytanie tylko, czy w ten sposób kogokolwiek przyciągamy faktycznie do Chrystusa, czy pomagamy mu w nawiązaniu głębokiej, osobistej relacji z Bogiem? Przecież Ewangelia, miłość, wiara, muszą być drogie, bo to najcenniejszy skarb, jaki na tym świecie posiadamy! Oczywiście nie mam na myśli aspektu finansowego, a jedynie wysiłek woli, ducha i umysłu, który trzeba włożyć w budowanie prawdziwej relacji z Bogiem. Nie chodzi mi też tutaj, o stawianie wymagań na wyrost, jak biblijni faryzeusze, którzy „wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona” (Mt 23,4). Chodzi o stawanie w prawdzie wobec Słów Jezusa, wymagań, które stawia Jego Miłość, a przynajmniej o szacunek dla naszej wiary. Pamiętam msze święte dla bierzmowańców, w których swego czasu uczestniczyłam w swojej parafii. Kiedy miałam okazję obserwować zachowanie młodych ludzi na tych mszach, rósł we mnie gniew - zupełny brak szacunku dla Eucharystii - największej świętości dla każdego chrześcijanina. A przecież ci wszyscy ludzie za chwilę mieli przyjąć sakrament dojrzałości chrześcijańskiej... Na pewno problem bierzmowańców jest złożony i nie chcę go teraz dogłębnie analizować. Myślę, jednak że jest to czasem takie „wmawianie” komuś na siłę Pana Jezusa. Tak jakby to ci młodzi ludzie robili łaskę Bogu, że Go przyjmują. Przypomina mi się wtedy scena z Ewangelii, kiedy Pan Jezus powyrzucał przekupniów ze świątyni. Patrząc na dzisiejszy świat myślę, że podobnych sytuacji, kiedy osoby ochrzczone, teoretycznie chrześcijanie, bezczeszczą własną wiarę, jest niestety wiele. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa katechumeni przechodzili bardzo długą drogę, która często wymagała od nich całkowitej zmiany sposobu myślenia i stylu życia. Dopiero po tym przygotowaniu, za potwierdzeniem świadków, mogli zostać dopuszczeni do pełni sakramentów i do Stołu Eucharystycznego. Nic więc dziwnego, że byli gotowi oddawać życie za wiarę, że ich wiara była żywą relacją z Bogiem. Dzisiaj też mamy w różnych rejonach świata wielu męczenników. Wiara umacnia się w przeciwnościach, a moc w słabości się doskonali. Być może zabrzmi to przewrotnie, ale może właśnie dlatego Kościół jest najsilniejszy tam, gdzie jest zakazany lub prześladowany - bo bardziej cenimy sobie to, co kosztuje. W krajach wolnych czasem chyba stawia się niestety bardziej na ilość, a nie na jakość. Tymczasem Jezus mówi do nas „Nie bój się mała trzódko”...

 

Z drugiej strony dzisiejszy świat chciałby, żeby Kościół, wiara, prawda przekazana przez Jezusa, stała się zgodna z obecnym trendem mody. Dziękuję Bogu, że Kościół trwa w prawdzie i nie ulega tej presji. Prawda, w którą wierzymy my, chrześcijanie jest jedna i niezmienna. Oczywiście nie każdy musi być chrześcijaninem, jesteśmy ludźmi wolnymi. Przecież do chrześcijaństwa nikt nikogo już dzisiaj nie zmusza. Jeśli więc ktoś się nie zgadza z chrześcijańskimi prawdami wiary, to chyba powinien się zastanowić na ile chce być chrześcijaninem, a nie próbować zmieniać Słowo Boże... Oczywiście, każdy, również chrześcijanin, ma prawo do wątpliwości, poszukiwania, odmiennego zdania. Może wtedy dyskutować, szukać odpowiedzi, zastanawiać się. Czym innym jest jednak próba zrozumienia swojej wiary, oparta na szczerym poszukiwaniu Boga, a czym innym jest próba uspokajania własnego sumienia przez naginanie prawdy.

 

Myślę, że powszechność ewangelizacji, wszelkie starania, by Słowo Boże dotarło do wszystkich, jest bardzo pozytywna, co więcej, każdy z nas ma obowiązek głoszenia Chrystusa, obowiązek misyjny. Następnym krokiem jednak muszą być wymagania prawdy i miłości. Tylko własny wysiłek prowadzi do osobistej relacji z Bogiem i może sprawić, że wiarę zaczniemy traktować jak prawdziwy skarb, za który jesteśmy gotowi oddać wszystko, i który chronimy, by nie był bezczeszczony.

KOMENTARZE

Imię

E-mail