


Aleksandra Pietryga /Jezus.com.pl
Czym jest modlitwa? Katechetyczne pytanie. Jakie odpowiedzi? Dialog z Bogiem. Rozmowa z Bogiem, itd. Wszystkie słuszne. A jednak niepełne.
Modlitwa, to spotkanie dwóch (lub więcej) Osób. Spotkanie OSOBOWE. Czym różni się spotkanie od rozmowy. Ano tym, że rozmowę można przeprowadzić telefonicznie, na GG, na czacie. W spotkanie angażuje się więcej siebie, powiem inaczej; by spotkanie było pełne, angażuje się całego siebie, ciało, ducha, intelekt, wszystkie swoje zmysły, swój czas... Czy miłość, przyjaźń i wszystkie najpiękniejsze ludzkie relacje i więzi, mogłyby się budować, gdyby pozostać jedynie w sferze wirtualnej?
Jak w tym kontekście spojrzeć na modlitwę? By modlitwa była rzeczywiście spotkaniem z Bogiem, trzeba oddać się na ten moment w całości. I nie chodzi tu o tzw. „luźne uwagi, rzucane Panu Bogu”, w teologii określane jako akty strzeliste. Chodzi o czas poświęcony wyłącznie Bogu, wykrojony z mojego dnia, wydarty nawałowi zajęć i spraw, jakie przynosi mi życie. Oddaję swoje ciało, nie zajmuję się niczym innym, nie siedzę w tym czasie przed komputerem, nie piszę SMS-a, nie gotuję obiadu, nie piorę. Moje ciało staje (może nawet dosłownie) przed swoim Stwórcą, skierowane wyłącznie na Niego.
Decyduję się oddać, na ten czas do dyspozycji Bogu, również mój umysł. Staram się ujarzmić moje rozproszone myśli, nie układam przez chwilę harmonogramu zajęć na dzień następny, zostawiam swoje „budowane na lodzie zamki”. Mój rozum, intelekt należy w tym momencie wyłącznie do Pana, posługuję się nim wyłącznie, by zrozumieć Słowo Boże do mnie skierowane, by dotknąć choć odrobiny wielkiej tajemnicy Boga, tej odrobiny, którą On zechce przede mną odsłonić.
Wreszcie w modlitwę angażuję mojego ducha, a raczej pozwalam Duchowi Świętemu działać w tym czasie w mojej duszy, modlić się w niej i uwielbiać Pana.
W modlitwie, tym spotkaniu żywych Osób, uczestniczą również moje zmysły. Dotykam Pisma Świętego, różańca, swojej twarzy, rąk - tego kruchego piękna, darowanego mi przez Stwórcę. Czuję twardość klęcznika, podłogi. Wpatruję się w krzyż zawieszony na ścianie, na mojej piersi. Wdycham zapach kadzidła, majowej łąki, obiadu podgrzewanego przez mojego męża. Smakuję mojego Pana, w drobinie chleba, podawanego przez ręce kapłana. Widzę, czuję, słyszę. Wszystko na chwałę Pana, wszystko może stać się częścią mojej modlitwy, jeśli ofiaruję to Temu, przed którym stoję.
Może być i tak, że bodźce docierające do mnie, poprzez moje zmysły, drażnią mnie, przeszkadzają w modlitwie. Tu przychodzi nam na pomoc mała Przyjaciółka Jezusa, św. Tereska od Dzieciątka Jezus. W swoich Dziejach Duszy opowiada o drażniącym uszy dźwięku, jaki nieświadomie wydawała zakonnica, siedząca za nią w chórze zakonnym. Dźwięk irytował, utrudniał modlitwę. Co robi Mała święta? Ofiaruje go Jezusowi, jako najpiękniejszy koncert. Dźwięk nie zniknął, nie przestał być dokuczliwy, ale został włączony w modlitwę, stał się jej częścią. Rada wydaje się być dobra, warto spróbować. Chwała Pana może być wyrażana na różny sposób.
Modlitwa jest Spotkaniem OSOBOWYM. To znaczy, że dla Boga jestem osobą, partnerem, przyjacielem, z którym On pragnie się spotkać. Bóg wszechmogący, nieogarnięty i nieodgadniony pragnie spotkać się ze mną, małym i kruchym bytem ludzkim, którego kocha ponad wszystko co stworzone. Znaczy to również, że i ode mnie oczekuje, iż stając do modlitwy, do spotkania z Nim, wyznam w Nim Boga żywego, osobowego, swojego Ojca i największego Przyjaciela, dla którego warto poświęcić swój czas, całego siebie, swoje życie.
Jeśli masz trudności w modlitwie, jeśli nie czujesz, że Bóg jest naprawdę przy tobie, porozmawiaj z kimś, o kim wiesz, że dla niego modlitwa jest już tak naturalna, jak oddychanie i zaspokajanie potrzeb fizjologicznych. Spróbuj znaleźć spowiednika lub doradcę duchowego, który będzie Ci towarzyszył na drodze modlitwy, Twojej przyjaźni z Bogiem, a przynajmniej na jej początku. A nade wszystko nie rezygnuj ze spotkania z Panem, daj szansę Duchowi Świętemu, niech On poprowadzi Cię w twojej modlitwie.