


Aleksandra Sowa-Zduńczyk /Jezus.com.pl
Serce... Z czym kojarzy nam się ten znak? Prawdopodobnie każdy z nas odpowie podobnie: z miłością.Miłość jednak niejedno ma imię, dlatego serca widujemy też różne - czerwone, przebite strzałą, złączone z innym, złamane... Kiedy dajemy komuś serce ma to szczególną wymowę - to znak naszej miłości, który świadczy o tym, że obdarowana osoba jest dla nas szczególna, ważna, wybrana. Obdarowujemy się sercami w różnych formach - kartek, rysunków, pluszowych poduszek, figurek itp., itd.
Jezus również obdarował kogoś sercem. Nie jest to jednak pluszowa poduszka, kartka czy figurka - to nie jest symbol, ale Jego prawdziwe Serce po brzegi pełne Miłości. Kto jest tym szczęśliwym obdarowanym? Właśnie Ty...
Mówi się, że Serce Jezusa zaczęto na większą skalę czcić w Kościele Rzymskokatolickim w dobie baroku. W rzeczywistości jednak kult Serca Jezusowego ma swoje źródło na Krzyżu. To tutaj objawiła się największa miłość Boga do człowieka, to tutaj tuż po śmierci Jezus z Jego przebitego boku wypłynęła krew i woda - symbol oczyszczenia i Miłości. Przez wieki różni ludzie oddawali szczególną cześć Sercu Jezusowego, ale faktycznie powszechnym kultem zostało Ono otoczone dopiero w XVII wieku, za sprawą św. Jana Eudes i św. Małgorzaty Maria Alacoque. To przez nich Pan Jezus przypomniał ludziom o swojej wielkiej miłości, która kryje się w Jego Sercu. Św. Małgorzacie, skromnej zakonnicy, Jezus dał 12 obietnic łask dla tych, którzy czczą Jego Serce. Do mniej osobiście najbardziej przemawia ta:
"Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło i ocean miłosierdzia"
To niesamowite - Jezus umarł za nas na Krzyżu, ofiarował całego siebie - a my tak szybko zapominamy o Jego Miłości... Ciągle myślimy po ludzku, ciągle tak trudno nam zrozumieć Bożą ekonomię miłości. Ludzie na przestrzeni wieków zapominali o Bożej logice i traktowali Boga w swoich kategoriach, czyli myśleli mniej więcej tymi kategoriami: jeśli będę dobry, będę wypełniać Bożą wolę, to Pan Bóg będzie mnie "lubił" i kochał... Kiedy spoglądam wstecz na moją osobistą historię, to widzę, że ja sama mam tendencję do podobnego myślenia. Zastanów się - czy i Ty nie odchodzisz szybko od Bożej logiki miłości? I tutaj dochodzę do kolejnego momentu, w którym Bóg nieustannie mnie zadziwia i zachwyca - On nie traci nigdy do nas cierpliwości. Mimo ogrmnej ofiary, którą za nas poniósł Chrystus, wciąż na nowo musi nam przypominać o swojej miłości. Próbuję się czasem postawić na Jego miejscu - gdybym wyznała komuś swoją miłość, poniosła dla niego wielką ofiarę, znosiła codzienny trud, myślała tylko o tym, żeby jemu było dobrzy, by był szczęśliwy, niejednokrotnie spotykałabym się z niewdzięcznością i wciąż wybaczała (choć już to założenie jest rudne do spełnienia) i na koniec taka osoba zachowywałaby się tak jakby nie była pewna mojej miłości, to chyba bym rzuciła to wszystko i uciekła z poczuciem zmarnowanych lat i rozczarowaniem... A Bóg? Bóg cierpliwie co jakiś czas przypomina tak każdemu z nas przez osobiste doświadczenia, jak i całej ludzkości, że kocha nas mimo wszystko. Próbuje nieustannie odwrócić nasze myślenie, powtarza: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale Ci, którzy się źle mają". Za pośrednictwem św. Jana i św. Małgorzaty pokazał nam Swoje Miłosierne Serce i woła byśmy przychodzili do Niego, czerpali z Jego miłości, byśmy w Nim szukali wybaczenia i uzdrowienia...
Grzesznicy znajdą w Sercu Jezusa źródło i ocean miłosierdzia. Grzesznikiem jest każdy z nas - ja i Ty. Czy wiesz jak wielki jest ocean? Nieważne jak wielkie są Twoje grzechy - i tak ocean Bożego miłosierdzia jest większy... Nie czekaj, aż będziesz idealny, ani nawet aż będziesz chociaż trochę lepszy. Zanurz się w Bożej miłości teraz! Jezus pełen miłości czeka na Ciebie z otwartymi ramionami...